W żadnym razie nie jest to sprawa dwóch radnych, którzy startowali z listy Dolnego Śląska XXI, tylko Rady w ogóle i roli, jaką radni, a przynajmniej spora ich grupa, chcieliby pełnić w samorządzie. Bo przecież uchwały odrzuciła większość zbudowana z radnych pozostałych ugrupowań. Rada Miejska jako organ w tej chwili po prostu nie spełnia swoich ustawowych obowiązków. Radni, podkreślam – nie wszyscy, ale większość – nie zajmują się rozwiązywaniem problemów mieszkańców i działaniami na rzecz lokalnej społeczności, ale kierują się własnymi interesami: partyjnymi lub osobistymi.
Padały jakieś sugestie, propozycje?
Jeżeli przed sesją w sprawie przekształcenia szkół przychodzi do mnie do gabinetu radny ze swoją prywatną sprawą, a na odchodnym mówi mi, że „liczy na moją mądrość”, to jak taką postawę należy traktować? Przecież w tej Radzie zasiada również co najmniej trzech niedoszłych wiceburmistrzów, bo tak różne ugrupowania wyceniały swoje poparcie dla proponowanych przez mnie rozwiązań. Do tego dochodzą interesy czysto partyjne, czyli bezwzględne wypełnianie instrukcji przygotowanych poza Radą. Najdobitniejszym przykładem tego, że Rada nie podejmuje pracy na rzecz mieszkańców, a stała się areną walki o interesy jest ostatnia sesja nadzwyczajna dotycząca odwołania skarbnika i powołania w to miejsce Andrzeja Fortuniaka. Tadeusz Ciesielski złożył rezygnację, ja wystąpiłem o podjęcie uchwały o odwołaniu go z funkcji skarbnika, radni zaś głosują przeciw. Dlaczego? Szczególnym przypadkiem była postawa radnego Lecha, który przyszedł na sesję, ale zakomunikował, że głosować nie będzie. Jedna z radnych, pytana przeze mnie, dlaczego na wcześniejszej sesji radni nie pozwolili zająć się sprawą skarbnika, czego konsekwencją było zwołanie potem sesji nadzwyczajnej, odpowiedziała wprost: bo się zbuntowali! Przeciw komu i czemu? Burmistrzowi? Przecież skutki ponosi gmina, bo zostaliśmy narażeni na sytuację, w której samorząd może nie mieć skarbnika. Moim zdaniem część radnych faktycznie buntuje się i bardzo głośno wyraża swoje niezadowolenie, bo okazało się, że burmistrz nie będzie – a tak było we wcześniejszych kadencjach – klientem Rady. Że nie będzie można ubezwłasnowolnić burmistrza, grożąc mu, że nie przegłosuje się tej czy innej uchwały. Taki układ przez lata paraliżował naszą gminę, ale pozwalał na załatwianie interesów czy choćby podbudowanie własnego ego. I teraz „pokrzywdzeni” podnoszą larum, głosując nie w konkretnych sprawach, ale jedynie przeciw burmistrzowi.
3 marca na sesji nadzwyczajnej po głosowaniu nad odwołaniem skarbnika powiedział pan, że pomimo sprzeciwu rady w sprawach tak ważnych zamierza pan konsekwentnie realizować cele, na których oparł pan swoją kampanię wyborczą. Jeszcze przed ubiegłorocznymi wyborami przedterminowymi jeden z sołtysów zapytał mnie: czy sobie poradzę jako burmistrz, bo przecież idę między stado szerszeni?
Patrząc z perspektywy niemal roku, jaki minął od tamtych wyborów, uważam, że udało się zrobić bardzo wiele dobrych rzeczy. Mamy dobry budżet, zaktualizowany i odpowiadający na rzeczywiste potrzeby mieszkańców Wieloletni Program Inwestycyjny. Naprawiamy finanse gminy i poprawiamy funkcjonowanie Urzędu Miejskiego oraz gminnych jednostek. Ruszają inwestycje, Milicz wreszcie będzie miał kryty basen, sporządzane są na niespotykaną wcześniej skalę miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, przygotowujemy koncepcję rewitalizacji milickiego rynku i starego miasta. I takimi rzeczami chcę się zajmować nadal – realizacją programu wyborczego, przebudową i modernizacją gminy, bo tego potrzebują mieszkańcy. Jeżeli więc Rada Miejska widzi dla siebie raczej rolę bariery, trudno, trzeba będzie, obrazowo mówiąc, ją ominąć. Będzie o wiele trudniej, bo prawo nie daje burmistrzowi możliwości podejmowania wszystkich decyzji samodzielnie, ale innego wyjścia nie ma. Takie są realia. Mam nadzieję, że to się zmieni i zaczniemy z radnymi rozmawiać o zagadnieniach ważnych dla społeczności, że spory będą dotyczyły projektów, pomysłów na poprawę funkcjonowania gminy, ale teraz zależy to wyłącznie od radnych. Ja robię swoje.
Czy wobec tego mianowanie na swojego zastępcę Andrzeja Fortuniaka, wcześniej przedstawionego radzie jako kandydata na skarbnika, wpisuje się w tę strategię?
Jak najbardziej. Przecież aby sprawnie funkcjonować, trzeba mieć ku temu odpowiednie możliwości. Burmistrz odpowiada za gminę, ale bezpośrednio wszystkich spraw nie prowadzi. Za finanse gminy odpowiada skarbnik, który czuwa nad realizacją budżetu, nad odpowiednimi przepływami pieniędzy, nad ich pozyskiwaniem, nad planowaniem wydatków. Moim zdaniem musi to być nie tyle księgowy, a człowiek, który kreuje politykę finansową gminy. Taką osobą z pewnością jest Andrzej Fortuniak i jemu chciałbym powierzyć sprawy finansów gminy, jeżeli nie jako skarbnikowi, to jako mojemu zastępcy, chociaż nie jest rozwiązanie naturalne, tylko wymuszone przez zachowanie radnych.
Tadeusz Ciesielski 4 marca wycofał swoja rezygnację. Czy to coś zmienia w dalszym toku postępowania w tej sprawie?
Nie. Trzeba pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak cofnięcie oświadczenia woli na skutek rozmyślenia się. Poza tym konsekwencją złożenia rezygnacji były podejmowane przez mnie działania: propozycja złożona p. Fortuniakowi, zwołanie sesji. Trzeba traktować się poważnie. Jednocześnie po złożeniu rezygnacji p. Ciesielski miał szansę na godne odejście ze stanowiska, ale sytuacja powstała z winy Rady na pewno nie będzie dla niego komfortowa.
Wróćmy do oświaty. Po odrzuceniu przez radę projektów uchwał w sprawie reorganizacji szkół powiedział pan, że ze złożonych obietnic nie zamierza się wycofywać, ale w zaistniałej sytuacji będzie oczekiwał inicjatywy ze strony rady. Co w sytuacji, gdy takowe się jednak nie pojawią, a koszty finansowania gminnej oświaty trzeba będzie za kilkanaście miesięcy uwzględnić w nowym budżecie?
Będę realizował to wszystko, co możliwe, ale w inny zgodny z prawem sposób. Jeżeli Rada nie chce podjąć uchwał o przekształceniu szkół w filie, i w ten sposób nie można wprowadzić oszczędności na administracji, to będę wprowadzał te oszczędności w sposób niewymagający podejmowania uchwał przez Radę Miejską. To trudniejsze i efekty mogą być też nieco mniejsze, ale ja nie zwalniam się z obowiązku ciągłego szukania najbardziej racjonalnych rozwiązań. Od początku chodziło przecież o to, aby zaoszczędzone pieniądze trafiły do uczniów w postaci rozbudowy bazy sportowej, zakupów wyposażenia. Wcześniej, niestety, pomimo wydawania ogromnych pieniędzy na oświatę, część z nich nie trafiała do dzieci. Przecież i dziś „obroniono” nie szkoły, bo ich nikt nigdy nie chciał likwidować, ale stanowiska księgowych, kadrowych i dyrektorów, nic więcej. A jeżeli chodzi o propozycje mogące wyjść z Rady, to jestem pewien, że ich zwyczajnie nie będzie. Raczej powtarzany będzie motyw z poprzedniej kadencji: „będąc od wielu lat w opozycji, proponowaliśmy...”. Nic poza hasłami z tego nie wynikało, bo czy gdziekolwiek radni MWS-u lub PO zorganizowali spotkanie z mieszkańcami oraz nauczycielami i próbowali ich przekonywać do powołania stowarzyszenia, które miałoby przejąć małą wiejską szkołę? Nigdzie nie podjęli takiego działania, nie przygotowali nawet żadnego projektu uchwały w tej i w innych sprawach. Radna Smolińska doskonale wie, że żadnego stowarzyszenia nie jest w stanie powołać, bo nie chcą tego rodzice, których z kolei straszą nauczyciele i dyrektorzy. A ci nie będą chcieli zakładania stowarzyszeń, bo poprowadzenie szkoły niepublicznej wiąże się z brakiem Karty Nauczyciela, czyli mniej komfortowymi warunkami pracy. Jeżeli są radni, którzy gwarantują im status quo, to nie ma żadnego powodu, dla którego nauczyciel miałby sam sobie robić źle. Ale to nie ma znaczenia, bo przecież chodzi o to, aby za 2–3 lata mówić: „no i burmistrz nic nie zrobił z oświatą, a myśmy przecież od lat proponowali ...” . Tylko że ja zamierzam działać, z Radą lub bez niej.
Rozmawiał Irenusz Radny
Tygodnik Milicki
| « poprzednia | następna » |
|---|





























